Strony

środa, 29 maja 2013

Zeszytówki 01 - Avengers Academy #1, Avengers Arena #1

Kilka tygodni temu Marvel w ramach promocji ostatniego wydawniczego rebootu (Marvel NOW!) udostępnił darmowo za pośrednictwem serwisu comixology.com (jeśli ktoś nie wie, o co chodzi to śpieszę wyjaśnić, że to takie iTunes z cyfrowymi komiksami) ponad 700 (siedemset!)  pierwszych numerów swoich komiksów z różnych serii (starych i nowych), w tym wszystkich nowych serii wydanych w ramach Marvel NOW! Początkowo świetny marketingowy koncept okazał się strasznym niewypałem, bo zainteresowanie było tak duże, że nie wytrzymały serwery i pobranie jakiegokolwiek komiksu było prawie niemożliwe. W konsekwencji Dom Pomysłów przeprosił fanów i poprosił o cierpliwość. Opłaciło się jednak czekać. Choć trwało to kilka tygodni, Ci,  którzy się zarejestrowali, otrzymali w końcu mailowe zawiadomienie, że komiksy są dostępne. Wśród tych szczęśliwców byłem i ja! I tak stałem się posiadaczem tych siedmiuset kilku numerów. Comixology udostępnia również wybrane darmowe komiksy spoza Marvela, które też staram się pobierać w miarę jak wychodzą. W tym i kolejnych postach oznaczonych jako "Zeszytówki z Comixology" będę się dzielił wrażeniami z lektury kolejnych z nich. Na początek dwie pozycje z Marvela.

Źródło: Marvel Comics Database
Avengers Academy #1
Scenariusz: Christos N. Gage
Rysunki: Mike McKone

Podobnie jak inne komiksy wydawane przez Marvel pod logiem The Heroic Age, "Avengers Academy" miało przedstawiać następstwa zakończonych właśnie rządów Normana Osborna w superbohaterskim światku znanych jako Dark Reign. Jednocześnie jako swego rodzaju następca serii "Avengers: The Initiative", miał opowiadać o najmłodszej generacji Avengers (choć tylko jeden z młodych bohaterów pojawił się wcześniej w tej serii - pozostali to debiutanci).
W pierwszym numerze poznajemy sześcioro nastolatków (Striker, Hazmat, Finesse, Mettle, Reptil, Veil) oraz ich nauczycieli, którzy mają ich przygotować do bycia w przyszłości superbohaterami (Quicksilver, Wasp, Tigra, Justice, Speedball). Młodsza część obsady jest mocno zróżnicowana pod względem charakterologicznym, co daje duże możliwości rozwijania postaci w ciekawych interakcjach, których pierwszą próbkę dostajemy od razu. Pod tym względem jest bardzo fajnie. Mamy zakompleksioną dziewczynę (Veil), dwóch pretendentów do roli samca alfa w stadzie (Striker i Reptil), olbrzyma o złotym sercu (Mettle - swoją drogą od razu został moją ulubioną postacią), wszystkowiedzącą i super-wkurzającą Finesse oraz wściekłą na cały świat (przyznaję, że nie bez powodu) Hazmat.
Dobór nauczycieli też zdecydowanie nastawiony jest na uatrakcyjnienie fabuły, bo wszyscy z nich to superbohaterowie po przejściach, a ich doświadczenia na pewno odbiją się na przyszłych wydarzeniach (ba, już się odbijają - no i bardzo dobrze). Jedyny słaby punkt to uzasadnienie wyboru właśnie takich osób na mentorów młodocianych herosów, ale dla dobra historii przymknę na to oko. Pod względem rysunkowym jest też bardzo przyzwoicie. Mike McKone to schludne, realistyczne rysunki, bez nadmiernej ilości szczegółów. Zdecydowanie nie jest to pierwsza liga, ale stany średnie wyższe amerykańskiego superhero.
Generalnie "Avengers Academy" #1 to dobry komiks, który zachęca do zapoznania się z ciągiem dalszym (w sumie około czterdziestu zeszytów).
Ocena (trochę na wyrost i na zachętę): 8/10

Źródło: Marvel Comics Database
Avengers Arena #1
Scenariusz: Dennis Hopeless
Rysunki: Kev Walker

O ile "Avengers Academy" w pewnym sensie kontynuował "Avengers: the Initiative", to "Avengers Arena" jest  spadkobiercą "Avengers Academy" tyle, że w ramach rebootu Marvel NOW! Zmienił się jednak kreatywny zespół, a z nim formuła komiksu.
Pod względem pomysłu na fabułę "Avengers Arena" oryginalne nie jest. Grupa młodych superbohaterów zostaje uprowadzona przez czarny charakter (w tej roli Arcade) na jakieś odludzie, gdzie muszą zabijać się nawzajem, żeby przeżyć (po trzydziestu dniach ma zostać tylko jedno z nich), a wszystko to dla rozrywki ich porywacza. Ot, taki sobie deathmatch wzorowany na powieści/mandze/filmie "Battle Royale", które z kolei nawiązywały do "Władcy much". Jak pisałem powyżej - nic oryginalnego. Jedne novum to supermoce uczestników.
Choć autor zarzeka się, że ten komiks nie będzie oparty na all-out-action tylko na postaciach to mam trochę wątpliwości. Przecież to właśnie zabijanie się superbohaterów jest marketingowych chwytem i hasłem, które ma sprzedawać ten komiks i o to w nim chodzi. Poza tym oprócz postaci znanych z serii "Avengers Academy" czy "Runaways" pojawia się tu sporo zupełnie nowych, co do których mam obawy, że w większości staną się tanim mięsem armatnim. Co do samego pierwszego numeru to przyznaję, że jest dobrze opowiedziany, ale niezbyt zaskakujący (mam na myśli zakończenie, ale nie podam więcej szczegółów, żeby nie spoilować). Poza tym sam dobór złoczyńcy wydaje się dziwny. Arcade jak sam przyznaje nie był do tej pory zbyt skuteczny w zabijaniu sprowadzanych do Murderworldu superbohaterów, ale teraz okazuje się "przekozakiem", w walce z którym żaden z porwanych nie ma najmniejszych szans. Pewnie będzie to później wyjaśnione, ale na razie nie przekonuje.
Z drugiej strony bardzo dobrze prezentuje się strona graficzna tego zeszytu. Kev Walker przypomina mi stylem Stuarta Imonena (znanego między innymi z rysunków do Ultimate X-Men scenariusza Briana K. Vaughana). Jego rysunki są naprawdę miłe dla oka, szczegółowe i dopracowane (ładne tła).
Ogólnie jednak pierwszy numer nie zachęcił mnie do czytania kolejnych, pomimo bardzo udanej oprawy graficznej.
Ocena: 5,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz